Budzę się i czuje, że dzisiejszy poranek jest inny niż wszystkie do tej pory. Właściwie to inny w tym akurat życiu. Tak myślę. Czując ciepło bijące od dłoni Fabiana, jego oddech na swoim karku, czując każdy jego pojedynczy ruch mam wrażenie że jesteśmy połączeni jednym ciałem. Taka zupełna synchronizacja, uczucie przynależności i ciepło towarzyszące temu dawały mi odczuć coś co kiedyś, dawno temu, w innym życiu było zdaje się zupełnie naturalne a w tej akurat chwili, wydało mi się czymś niepowtarzalnym, zupełnie odłączonym od realnego świta coś tak przyjemnego, że wręcz nierealnego. Strach przed przerwaniem tego unikatowego połączenia i tej sytuacji kazał mi pozostać w zupełnym bezruchu. Delikatność tej chwili, wszystko to może się skończyć po upływie jednej chociażby sekundy, jeden mały ruch, mrugnięcie powieką, oddech i to wspaniałe uczucie bycia żywym może zniknąć. Wstrzymałem dech, jeszcze, jeszcze, jeszcze dłużej trwaj. Przetrzymać ten stan jak najdłużej, przez chwile jeszcze żyć. Tak naprawdę.
- Oddychaj Gabriel.- usłyszałam i poczułem słowa Fabiana na skórze, wypowiedziane lekko zachrypniętym, rozespanym głosem. I jeszcze delikatny dotyk dłoni na moich własnych. Odetchnąłem. Jeszcze nie chcę nic mówić to jest zbyt piękne aby mogło trwać w nieskończoność, tak mi się wydaje. Cieszyć się chwilą. Jednak kiedy te wszystkie myśli przepływają przez mój umysł moje uczucia nie zmieniają się. Zalewa mnie fala spokoju. Obezwładniającego wręcz. Zasypiam.
&&&
Dni Jesieni płyną sobie spokojnie, wszytko powoli przemija. Każdy dzień o który przed momentem mówiłem „dzisiaj” mozolnie i nieubłaganie zamienia się w „wczoraj” a każde „wczoraj” przechodzi w naturalny sposób w „jakiś czas temu”. Jakiś czas temu zdjąłem gips, wczoraj skończyłem rehabilitację a dzisiaj, teraz idę spokojnym krokiem w kierunku przystanku patrząc na drzewa, które na swój sposób odliczają czas. One ukazują go w formie opadających liści, w takiej postaci przemijanie nie wydaje mi się takie straszne. Gdybym mógł być drzewem. Spokojnie umierać każdej Jesieni i odżywać każdej wiosny. Rodzić się i liczyć czas do śmierci w formie opadających liści. Coś takiego wydaje mi się być piękne. Myślę, że mógłbym być drzewem, nie myśleć.
Dochodzę do przystanku. Fabian czeka na mnie w swoim kolorowym szaliku i wełnianej czapce uśmiechając się. Macha do mnie entuzjastycznie ręką, tak, że inne osoby patrzą na niego, następnie na mnie jakby oczekując jakiegoś równie dynamicznego, wyszukanego odzewu. Jednak odwracają spojrzenia wracając do swoich spraw, zawiodłem chyba oczekiwania. Podchodzę do Fabiana powolnym krokiem.
- Cześć.- mówię stając w niewielkiej odległości naprzeciwko niego. On spokojnym spojrzeniem wodzi po mojej twarzy potem sylwetce. Nagle zaczyna się wyplątywać ze swojego kolorowego szala. Podchodzi bardzo blisko i chuchając gorącym oddechem na moją twarz opatula mnie swoim kolorowym, wełnianym szalikiem.
- Cześć. Czy ty nie umiesz się sam ubrać? Zimno jest i się przeziębisz chodząc w takim stroju.- mówi spokojnym pouczającym tonem. Patrząc z bliska na moją twarz.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj mnie tylko zacznij o siebie dbać.- mówi. Mierzwi moje włosy po czym zaczyna rozgrzewać własnymi, ciepłymi dłońmi moje zimne i skostniałe palce.
- Przepraszam. – mówię i po chwili zastanowienia dodaję- Ale ty teraz zamarzniesz.
- Mi nic nie będzie, mam wysoki kołnierz i grubszą kurtkę. Jestem zdrowszy i lepiej się odżywiam. Ty za to jesteś anorektykiem, nie umiesz o siebie zadbać i wyglądasz jak trup.- znowu pouczający ton i lekkie chuchnięcie na moje dłonie. Przyznam, że mnie to ubodło ale jednak nie ma siły która pozwoliła by mi czuć się urażonym do tego stopnia żeby odpowiedzieć, zrobić krok w tył czy wyrwać swoje ręce z delikatnego ciepłego uścisku jego dłoni. To co powiedział było podszyte rozgrzewającym ciepłem i troską jednocześnie, tak, że jedynym co mogę w tej chwili zrobić jest skupienie się na powolnym cieple rozchodzącym się po moim ciele. Docierającym do każdej komórki, każdej myśli, blokują negatywne odczucia i pozwalając skupić się tylko na tym co w danej chwili jest przyjemne i tak cholernie potrzebne.
- Dobrze, że chociaż nie dyskutujesz. Może w końcu zamierasz zacząć słuchać większych i mądrzejszych.- Rzuca radosnym tonem, patrząc w moje oczy z iskierkami w jego własnych. Fabian jest niski a ja jestem troszkę niższy od niego więc w sumie miał prawo powiedzieć, że jest większy jednak co do tego mądrzejszego nie jestem już taki skory się zgodzić.
- Raczej nie. Porostu jest mi tak cholernie przyjemnie, że wolę nie narzekać. A tak w ogóle to nie jesteś wcale mądrzejszy. - mówię sam się uśmiechając na widok jego jeszcze bardziej rozpromienionej twarzy.
- Do usług.- wypowiada słowa lekkim radosnym tonem. Tak mi ciepło.
&&&
- Tysiąc lat temu…- słyszę głos nauczyciela od historii. Tysiąc lat brzmi cholernie długo a jeśli tak to moje życie ciągnie się jak tysiąc pieprzonych lat. Tak myślę. Samotność sprawia, że każda chwila jego trwania wydłuża się sprawiając, że człowiek umysłem czuje się już stary i zmęczony. Czuję delikatny dotyk dłoni. Wyrwany ze swoich rozmyślań patrzę zdezorientowany w stronę z której nadeszło przebudzenie. Wzrok Fabiana jest skierowany na mnie. Wyraz jego oczu uświadamia mi, że pewnie złapał mnie w mojej stop klatce w której jak to określił „moje spojrzenie jest takie puste”. Zdaje się, że wie co zrobić aby zabić moje ponure myśli chociaż na jakiś czas. Przybliża się, dotykając swoją nogą mojej. Dotyk, myślę, że żyję lat 17.
&&&
Wracam do domu. W twarz "śmieje" mi się koperta na której odwrocie widnieje.
Oskar Cordis
Florencja 02.11.2009
0 komentarze:
Prześlij komentarz