To już 1,5 tygodnia kiedy mam nogę w pieprzonym gipsie. Znosiłem i znoszę wszystko dobrze. Chyba tylko dzięki Fabianowi i Lestatowi. Czas płynie mi na czytaniu, oglądaniu arcyciekwego sufitu, przebywaniu z Fabianem i paleniu fajek w oknie pokoju. Czuję się naprawdę dobrze. Już mogę się poruszać o kulach. Nadal trwa boska Jesień. Wszystko wydaje się piękne jednak jakieś nie kompletne. Całe to czerwono-złote piękno wydaje się być zbyt odległe. Nie można tego wszystkiego dotknąć. Drzewa, wiatr, niebo, trawa są tak daleko kiedy siedzę na parapecie okna w moim pokoju i mogę tylko patrzeć.
Fabian jest taki jak zawsze. Roześmiany, ciepły i żywy. Pilnuje tego żebym jadł. Rozmawiamy. Właściwie to on mówi a ja słucham. Jego ojciec jest niemy. Czyli moja hipoteza była poprawna. Kupił nowy aparat. Sprawa wypadku pozostała nie wyjaśniona.
Matka jest taka jak zawsze. Bez wyrazu, zimna i odległa. Robi to co zawsze. Nie odzywa się słowem. Pozostaje obojętna i cicha. Snuje się jak duch. Czyli nic się nie zmieniło w tej kwestii.
Ja w sumie chyba też jestem taki jak zawsze, chociaż może jednak nie. Właściwie to uśmiecham się częściej niż zwykle. W ogóle się uśmiecham. Jem więcej niż zwykłe. W kwestii mówienia nadal jest opornie. Jednak mówię trochę więcej. Zachowuje się inaczej niż zwykle.
W chwili obecnej jem obiad. Zaraz przyjdzie Fabian. Czas mija dość powoli. Irytujące zjawisko z tego pieprzonego czasu. Raz leci cholernie szybko raz wolno. Kiedy czekasz zwalnia do irytująco ślimaczej prędkości. Na szczęście mam anielską cierpliwość. Pukanie. Tylko Fabian to robi.
- Właź.- mówię. Drzwi się uchylają. Fabian z uśmiechem na ustach je zamyka. Po czym odwraca się i rzuca na łóżko.
- Cześć. Jak minął dzień?- mówi z twarzą w poduszce.
- Normalnie. Ty?- elokwencja bijąca od mojej rozbudowanej wypowiedzi aż mnie zadziwia.
- Dobrze. Poszedłem robić zdjęcia do parku. Mogę Ci pokazać.- mówi cały rozbudzony, sięgając po torbę.
- Jasne.
- Popatrz. Wiesz co to za park? Mówię Ci jest piękny.- powiedział po czym podstawił mi aparat. Miał rację a miejsce wydawało mi się znajome. Wiem.
- Byłem tam z bratem.- mówię mimowolnie. Zaraz tego żałuje. Fabian patrzy na mnie zaszokowany.
- Masz brata?- robi przy tym tak wielkie oczy, że wygląda to aż przerażająco. Nie chce o tym mówić więc milczę odwracając spojrzenie. Zapada niezręczna cisza. Jednak znów słyszę głos Fabiana.
- Gabriel mów do mnie. Ja… Chciałbym wiedzieć o tobie więcej. Właściwie to nic nie wiem. Nic do mnie nie mówisz. Dlaczego to wszystko tak wygląda. Twoja matka, ta otaczająca Cię kurtyna milczenia, dystans z jakim traktujesz ludzi. Chciałbym żebyś mi powiedział dlaczego czasami twoje spojrzenie jest takie puste.- On milknie a ja nie wiem co powiedzieć. Nie potrafię się otworzyć. Chciałbym żeby on po prostu wiedział. Nie chcę mówić o tym wszystkim na głos. Wtedy to stanie się takie realne, bliskie. Zawsze starałem się wspomnienia odsuwać w głąb umysłu. One to coś co rani mnie najbardziej. Świadomość, że kiedyś było lepiej. Czasy kiedy potrafiłem się śmiać, kiedy siadałem z matką przy stole i jedliśmy razem obiad, kiedy czytała mi bajki na trawie w parku. Wtedy kiedy ona jeszcze żyła a ja potrafiłem się swoim życiem cieszyć. To tak cholernie boli kiedy o tym myślę. Nie wiem czy wytrzymam musząc to powiedzieć. Chociaż to Fabian. Ten, który daje mi namiastkę dawnego ciepła, wyleguje się ze mną na ławkach w parku, który chwyta mnie za dłoń, uśmiecha się i biegnie ze mną przez deszcz . Myślę, że mogę powiedzieć to osobie, która wie, że istnieje. Wzdycham.
- Mam brata.- mówię. On milczy, czaka na ciąg dalszy.
- Miałem też kiedyś siostrę. Miała parę miesięcy. Moja matka zostawiła ją na chwilę. To był wypadek. Spadła ze schodów i umarła. Dlatego ona jest taka. Ojca nie pamiętam. Nie lubię się przywiązywać. Wszystkie bliskie mi osoby w końcu mnie opuszczają. Ufałem bratu. On jednak spieprzył kiedy nadarzyła się okazja. Zostawił mnie z chora matką samego. Miałem 10 lat. Byłem taki mały i tak cholernie się bałem. Kiedy miałem 10 lat straciłem wiarę w ludzi, zrozumiałem, że nie warto marzyć. Od tamtej pory staram się w nic nie wierzyć, od tamtej pory boje się, że będę taki jak ona. – mówiąc to wszystko czułem obezwładniający ból i łzy spływające po mojej twarzy. Nigdy nie myślałem, że opowiem komuś o tym wszystkim o tym koszmarze nawiedzającym mnie cały czas odkąd zostałem sam. Przed oczami zamajaczyły mi zjawy z przeszłości. Ja z Oskarem na huśtawkach w parku. Potem moment w którym zamykają się za nim drzwi domu. Świadomość, że zostałem sam. Wspomnienia, które budzą największy ból. Otumaniły mnie swoim straszliwym zimnem. Nie potrafiłem się z tego wyrwać. Naglę jednak poczułem coś ciepłego. Wszystko zniknęło. Jest tylko Fabian trzymający moją dłoń.
- Je Cię nie zostawię. Będę do póki będziesz mnie potrzebował. Teraz kiedy wiem ja postaram się Ciebie zrozumieć, twoje zachowania. Gabriel przykro mi. Nie zasłużyłeś na to wszystko. Jesteś cholernie dobrym człowiekiem.- powiedział ocierając moje łzy i przytulając mnie do siebie.
- Wiem, wiem. Jesteś aniołem.- Nie mogłem przestać płakać, jedną dłoń zanurzyłem w jego włosach a drugą chwyciłem jego koszulkę na piersi. Fabian cały czas gładził dłońmi moje plecy. To jest kojące, po czasie czuje spokój. Trwam jednak w jego uścisku. Boje się, że z chwilą kiedy mnie puści wszystkie wspomnienia powrócą.
- Musisz się przespać.- Mówi zaczynając się odsuwać.
- Nie!!! Zostań!!!- krzyczę łapiąc kurczowo jego koszulkę i wtulając się w jego tors.
- Spokojnie. Zostanę aż nie uśniesz.- mówi podnosząc moja twarz za podbródek i całując mnie w czoło.
- To dobrze.- wypowiadam to szeptem lekko go popychając. Kiedy w końcu leży przytulam się do niego kładąc głowę na jego piersi. Usypiając słyszę spokojne bicie serca Fabiana, jego zapach i dłonie błądzące po moich plecach i zanurzające się włosach. Jestem spokojny.
3 komentarze:
o wow!!! biedy gabriel...
opowiadanie swietne:D
pozdrawiam i zycze weny:**
katrin
Dopiero odnalazłam twego bloga więc od razu go przebywałam. Zazwyczaj nie czytam takich blogów ale ten mnie jakoś przyciągnął ale nie Wiem czym konkretnie. Fabian to cudowne imię i ten chłopak ma cudowną osobowość a Gabriel to aniele imię. Cudowny blog
Park. Pierwsze skojarzenie co do tytułu.
Całkkiem ciekawy blog. Pomijając skaczące przecinki, plagi powtórzeń i alergię na zdania wielkorotnie złożone, jest naprawdę nieźle. Ja osobiście też lubie jesień - nie smali i nie piecze, ale też nie trzeba nosić tony ciuchów, by nie zamarznąć.
No. Wena i pomysłów.
Prześlij komentarz