Budzę się, nastał drugi dzień męczarni. Jest godzina 13.00. Jeszcze jakieś 4 godziny i nadejdzie wybawienie. Mało rozgarniętym spojrzeniem zaczynam wodzić po ścianach pokoju. Nagle od tego zajmującego zajęcia odrywa mnie głośne burczenie w brzuchu i pragnienie załatwienia innych potrzeb fizjologicznych. Motywuję się aby chociaż podnieść się do pozycji siedzącej. Po paru minutach walki siedzę już na skraju łóżka, patrząc zdeterminowanym wzrokiem na drzwi łazienki majaczące na końcu korytarza. Nagle do głowy przychodzi mi myśl, że przecież drzwi od mojego pokoju były zamknięte. Rozglądam się, na szafce obok łóżka stoi śniadanie. Jeden problem rozwiązany. Pozostaje tylko dotelepanie się do łazienki. Zjeżdżam tyłkiem na podłogę i przy pomocy rąk i nogi docieram zwycięsko do łazienki. Tutaj jest już z górki. Kiedy jestem w pokoju, jem śniadanie, kładę się i wracam do kontemplacji sufitu. Jeszcze 3 godziny.
&&&
Z transu budzi mnie trzaśnięcie drzwiami. Patrzę na zegarek, 16.00. Matka, czyli za jakieś pół godziny będzie obiad. Wodząc wzrokiem po pokoju zauważam , że na biurku leży książka. Marszczę brwi, nie pamiętam żebym cokolwiek ostatnio czytał. Po chwili sobie przypominam. To musi być Fabiana. Odwracam wzrok powracając do sufitu. Jednak to zajęcie nie wydaje się takie zajmujące jak wcześniej. Sprawa leżącej na biurku książki Fabiana męczy mnie do tego stopnia, że postanawiam ją rozwiązać. Po paru minutach zadowolony siedzę na łóżku, w rękach mam książkę na której okładce widnieje tytuł "Wampir Lestat". Odwracam ją aby przeczytać opis. Słowa, które wzbudzają we mnie poruszenie i pragnienie przeczytania lektury to: "opowieść o życiu-nie-życiu, którego nigdy nie pragnął". Otwieram na pierwszej stronie. To inny świat.
&&&
Kiedy do pokoju wchodzi matka nawet na nią nie patrzę. Nie chcę, Lestat jest teraz dużo ciekawszy od niej. W sumie to jest podobny do matki, ona też żyje-nie-żyjąc. Jednak życie tego wampira nie jest monotonne. Jest po prostu cudownie smutne a w swej samotności piękne. Zupełnie inne od ciągłej, niekończącej się, niemej i obojętnej pustki panującej w zamkniętym świecie umysłu mojej matki. O ile ten świat, czy też umysł jeszcze istnieje. Powracam do książki, nie jestem głodny.
&&&
To, że Fabian przyszedł dociera do mnie dopiero w momencie, w którym siada obok mnie na łóżku.
- Cześć.- powiedział przeczesując dłonią moje włosy i delikatnie się uśmiechając.
- Cześć, jak w szkole?- zapytałem dokładając książkę.
-Dobrze. Jak chcesz to możesz pożyczyć.- odrzekł wskazując ręką na "Lestata", po czym zmarszczył brwi, podążyłem za jego wzrokiem. Na szafce stał mój nieruszony, zimny obiad.
- No co?- zabrzmiałem trochę jak małe, naburmuszone dziecko.
- Dlaczego obiadu nie zjadłeś? Musisz jeść żeby mieć siłę. Zobacz jaki z Ciebie anorektyk. Sama skóra i kości. Żebra Ci wszystkie wystają.- powiedział wkurzony przejeżdżając delikatnie dłonią po mojej odsłoniętej klatce piersiowej.
- Nie przesadzaj, to tylko obiad.
- Dla ciebie to aż obiad.- przerwał na chwile, westchnął i już spokojniejszy powiedział - Ubierz się bo jeszcze się przeziębisz. Cały jesteś lodowaty.- mówiąc wodził delikatnie dłońmi po moich ramionach. To było przyjemne.
- Dobrze, już dobrze. Tylko najpierw chciałbym się umyć.- powiedziałem, łapiąc jedna z jego dłoni i kładąc na swojej twarzy. Z lekko przymkniętymi oczyma i delikatnym uśmiechem na ustach napawam się ciepłym dotykiem Fabiana.
- Niech będzie.- szepnął ledwo dosłyszalnie wodząc opuszkami palców po mojej twarzy. Delikatnie gładząc powieki, obrysowując usta i przejeżdżając po nasadzie nosa. To takie cholernie przyjemne.
- Za chwilę w takim razie.- odpowiedziałem równie cicho naśladując jego ruchy. Poznawałem jego twarz w zupełnie inny sposób, nie wzrokiem lecz dotykiem, który powiedział mi dużo więcej niż obserwacja. Wiem, że ma małą niewidoczną bliznę na prawym policzku, bardzo delikatna skórę twarzy, ciepłe wargi i lekko zadarty nos.
- Wystarczy. Chodź pomogę Ci z tym myciem.- powiedział po paru minutach Fabian. Kiwnąłem głową i otworzyłem oczy.
- Poradził bym sobie sam ale niestety mam prysznic.- odpowiadam, i staję lekko się chwiejąc na jednej nodze.
- Oszalałeś! Jeszcze się przewrócisz.- Fabian ma przerażony głos i szybko wstaje. Zarzuca sobie moją rękę na ramiona, obejmuje mnie w pasie i ruszamy w stronę łazienki.
- Poczekaj- mówi, puszczając mnie, tak abym mógł oprzeć się o ścianę a on zamknąć drzwi.
- Dobra to ja nastawię wodę a ty się rozbierz.- odchodzi w kierunku prysznica. Zdejmuje bokserki. Kiedy chce sam dojść do kabiny, Fabian szybko podchodzi do mnie asekuracyjnie podtrzymując ramieniem. Wchodząc pod strumienie ciepłej wody odczuwam niesamowite odprężenie, cały czas lekko podparty na jego drobnym ramieniu, z noga poza kabiną. Czuję spojrzenie Fabiana wodzące po moim nagim ciele.
- Jest gorzej niż myślałem.- mówi przerażonym głosem.
- Co?
- No z twoim ciałem.
- Nie musiałeś tego mówić. Nie jestem chyba taki straszny- odpowiadam lekko się śmiejąc.
- Wiesz, że nie o to chodzi.- ma zirytowany ton głosu.- Wyglądasz naprawdę jak trup.- powaga w jego głosie trochę ochładza mój entuzjastyczny nastrój.
- Przesadzasz, nagle jesteś taki opiekuńczy jak miałem ten wypadek.- mówię wkurzony. Kiedy jednak patrzę w jego oczy, czuje się jak śmieć. Przesadziłem, chyba zraniłem go tym co powiedziałem. Sam wiem, że to nieprawda.
- Ja…- nie wiem co mam do cholery powiedzieć.
- Czy już skończyłeś?- mówi nie patrząc mi w oczy, jest przeze mnie taki przygaszony.
- Um, tak. Już. – zakręcam wodę, Fabian pomaga mi wyjść z kabiny, opiera mnie o ścianę i podaje ręcznik. Kiedy jesteśmy w pokoju nadal milczy. Siadam na łóżku odwracając wzrok, staram się na niego nie patrzeć.
- Przepraszam.- z transu wyrywa mnie to ciche słowo, wypływające z jego ust. Patrzę na Fabiana lekko osłupiały.
- Może masz rację. Ja może faktycznie. W końcu wcześniej tego nie zauważyłem.- jestem tak cholernie osłupiały, że nie mam nawet siły żeby przerwać pieprzenie tych cholernych bredni wypływających z jego ust.
- Tylko, ja nie chce żeby coś jeszcze Ci się stało przez moją nieuwagę.- mówi. Dociera do mnie, że ten kretyn obwinia się! Myśli, że ten cholerny wypadek to jego wina!
- Ty kretynie!- dawno się tak nie zdenerwowałem.- To nie twoja wina, ty nie masz za co przepraszać. Jesteś dla mnie dużo lepszy niż ja dla Ciebie. To ja powinienem przeprosić za mój brak entuzjazmu i to co powiedziałem. Jesteś jedynym człowiekiem który był w stosunku do mnie tak opiekuńczy i akceptujesz nawet mój cholernie trudny charakter.- Te nigdy niewypowiedziane myśli wypływają z moich ust mimowolnie dając uczucie ulgi i spełnienia. Powinienem mu był to powiedzieć już wcześniej. Tylko po to aby zobaczyć te błyszczące szczęściem spojrzenie.
- Naprawdę tak myślisz.- mówi przytulając się do mnie. Jest tak cholernie szczęśliwy, że chyba zacznę mu mówić takie rzeczy częściej.
- Nie mógł bym myśleć inaczej i przepraszam postaram się więcej jeść.- szepcze te słowa do jego ucha, wplatają dłonie i zanurzając twarz w jego rozpuszczonych włosach.
- Cieszę się.- jego cichy szept działa jak balsam. Koi zmysły. Trwamy prze jakiś czas w uścisku.
- Muszę odrobić lekcje.- słyszę lekko zrezygnowany głos, odrywamy się od siebie. Fabian zadowolony siada przy moim biurku wyjmując zeszyty i książki. Tryska szczęściem, ja też. On odrabia lekcje, ja czytam ”Wampira Lestata” i mimo tego wszystkiego złego co jest poza tym, co działo się chwile temu, jest cholernie idealnie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz